Jak Tajlandia zakochała się w Leicester City

Leicester City jest liderem Premier League, niedawno zostało potwierdzone ich uczestnictwo w przedsezonowym turnieju topowych zespołów na świecie. Zainteresowanie angielskim klubem rośnie, a najbardziej widać to w Tajlandii – ojczyźnie właścicieli Leicester.


Rok temu Lisy były na dnie tabeli, ich spadek do Championship po rocznej przygodzie w najwyższej lidze był praktycznie pewny. Wtedy w klubowym sklepie znajdującym się w stolicy Tajlandii – Bangkoku nie można było spotkać żadnego klienta.
Sklepowe półki pełne nietkniętych niebieskich koszulek, telewizory wyświetlające wideo związane z klubem były oglądane tylko przez personel, który nie miał nic innego do roboty. Z końcem ubiegłego roku został zamknięty.

Fot.REUTERS/Jorge Silva

Firma właściciela klubu King Power robiła wszystko, żeby podnieść popularność Leicester. Wszystkie bezcłowe sklepy na bardzo ruchliwym międzynarodowym lotnisku w Bangkoku zostały zapełnione towarem z logiem klubu. Miało to pomóc tym bardziej, że sklepy cieszą się dużą popularnością, w ciągu ostatnich dziesięciu lat przewinęło się przez nie więcej niż 50 milionów pasażerów.

Niestety poza lotniskiem ciężko było przekonać Tajlandczyków do przestania kibicowania takim klubom jak Manchester United, Liverpool czy Chelsea.

Obecnie nie ma szans na zakup koszulki The Foxes nigdzie w Tajlandii. Wszystkie zostały wyprzedane. King Power przekonuje fanów, żeby zamawiali je z Wielkiej Brytanii.

Postawa Leicester w tym sezonie zaczyna przekonywać nawet fanów innych angielskich drużyn.
„Jestem fanem Liverpoolu, ale kibicuje Leicester w walce o Mistrzostwo Anglii” – powiedział Sorrapat Sriparn, w czasie oglądania tajlandzkiej drużyny Muan Thong United. Siedzący kilka miejsc dalej Suphanchai Ketbeungkan od dawna kibicujący Chelsea, powiedział, że też chciałby, aby klub, który prawie pożegnał się z Premier League wygrał w tym sezonie ligę.

W przerwie meczu pokazując Tajlandczykom na laptopie koszulkę Leicester, wszyscy ją rozpoznali i wiedzieli, że ich rodak jest właścicielem. Na pytanie czy będą rozważać kibicowanie Leicester już nie wszyscy byli tacy zgodni.

leicesterfanskingpower_thailand
Fot.Jonathan Head – bbc.com

Jeśli Leicester wykorzysta wyniki w tym sezonie to zostanie na stałe w sercach kibiców z Tajlandii. Właściciel będzie musiał zainwestować w ukształtowanie młodszych fanów, których sympatie nie zostały jeszcze ustalone.

Pod koniec ubiegłego roku klub zdecydował się wysłać trenerów do kilku tajlandzkich szkół w celu obejrzenia młodych piłkarzy. Najlepsi mają trafić do Wielkiej Brytanii. Co ciekawe Arsenal Londyn posiada szkółkę piłkarską w Bangkoku, do której uczęszcza kilkaset dzieciaków.

„Postęp Leicester zrobił wrażenie na fanach” – mówi komentator piłkarski Aekarach Kengtooktang. „Jednak na zbudowanie dużej rzeszy fanów potrzeba więcej czasu. Wielkie drużyny jak Manchester United czy Liverpool zdobywały kibiców przez dekady. To historyczny moment w angielskiej piłce, jednakże minęły dopiero dwa lata”.

Piłka nożna jest bardzo popularna w Tajlandii, pomimo słabej gry reprezentacji i kiepskiego poziomu lokalnych klubów, choć w ostatnich lat nastąpiła wyraźna poprawa co zachęciło fanów do wspierania tajlandzkich drużyn. Niektórzy śledzą hiszpański, niemiecki czy włoski futbol, ale jednak większość z nich jest za bardziej fizyczną grą – tą z angielskich boisk.

Wielu tajlandzkich przedsiębiorców zainteresowało się kupnem angielskich klubów co miało spowodować wzrost zainteresowania nimi w ich ojczyźnie.

Trend został zapoczątkowany przez kontrowersyjnego byłego premiera Thaksina Shinawatra, który w 2007 roku kupił Manchester City, jednak rok później musiał sprzedać, ponieważ został uznany za winnego korupcji w swoim kraju. Największy producent piwa w Tajlandii – Chang jest od 2004 roku sponsorem Evertonu. No i w końcu w 2010 roku King Power kupiło Leicester, największy tajlandzki przetwórca owoców morza kupił Sheffield Wednesday, a pewne konsorcjum nabyło Reading.

leicester_thailand_vardy
Fot.Jonathan Head – bbc.com

Baza kibiców w Tajlandii rośnie. Zapytani dlaczego wspierają Siamese Foxes (Syjamskie Lisy – tak wołają tam na Leicester) odpowiadają, że pękają z dumy, ponieważ klubowi, którego właściciel jest Tajlandczyk idzie tak dobrze. Ryk tłumu po bramce Mahreza przeciwko Crystal Palace był tak samo głośny jak na Selhurst Park.
Wygląda na to, że King Power trafiło w dziesiątkę kupując Leicester City. 39 milionów wydanych sześć lat temu na zakup klubu oraz 100 lub więcej włożonych na funkcjonowanie wydają się teraz dobrą inwestycją.

źródło: http://www.bbc.com/sport/football/35900042

rfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-sliderfwbs-slide